Drang Oder Gang

Drang Oder Gang / Pęd albo bieg

Dwa lata temu, przy okazji wystawy Sport Oder Port, przyglądałem się ludzkiej kondycji przez pryzmat ekstremalnego wysiłku. Pływaczki zastygłe na krawędzi skoku, kajakarze walczący z nurtem rzeki, interesowała mnie wtedy determinacja, wręcz heroiczna próba nadania życiu kierunku wbrew oporowi materii. Wytrwałość miała tam konkretny, fizyczny wymiar. Dzisiaj schodzę z tej areny. Zostawiam za sobą wielkie zmagania, a przenoszę się w przestrzeń zwyczajnej codzienności. Interesuje mnie moment, który najczęściej nam umyka, potoczny, przezroczysty fakt ludzkiej obecności i przemieszczania się w przestrzeni.

Tytuł wystawy, Drang Oder Gang, zrodził się z gry słów, która idealnie oddaje to, co próbuję uchwycić w malarstwie i grafice. W języku niemieckim te trzy krótkie, rytmiczne wyrazy niosą w sobie fascynujący dualizm: Drang to pęd, parcie, wewnętrzny przymus, gwałtowny impuls. Coś, co każe nam biec, wyrywać się do przodu, szukać czegoś więcej. Oder, czyli rzeka Odra, która fizycznie przepływa przez Świnę w Świnoujściu, łącząc z poprzednią wystawą, ale w języku niemieckim to także spójnik „lub/albo”. Gang z kolei to po prostu chód, krok, ale też naturalny bieg wydarzeń czy mechaniczny rytm. W motoryzacji to także bieg w skrzyni, który pozwala maszynie płynnie się toczyć.

I o tym są te prace. O napięciu między Drang i Gang. O dylemacie, czy kiedy funkcjonujemy w świecie, gna nas wewnętrzny, egzystencjalny niepokój, czy może poddajemy się automatycznemu, narzuconemu rytmowi? W moich nowych obrazach i wklęsłodrukach nie znajdziecie jednak wyłącznie ruchu. Rezygnuję z dosłownej anegdoty, pokazując ludzi, najczęściej mężczyzn, w sytuacjach zupełnie zwyczajnych. Część z nich jest w drodze, w przejściu, w trakcie zmiany miejsca. Inni jednak zastygają w bezruchu: siedzą, stoją skierowani do ścian, czekają. Dla mnie ten bezruch pod ścianą nie jest przeciwieństwem drogi, jest jej integralną częścią. To moment pauzy, sekunda zawieszenia, w której pytanie o kierunek i sens staje się najbardziej palące. Człowiek idący przed siebie albo trwający w oczekiwaniu, pozbawiony wyraźnych atrybutów i jednoznacznego celu, staje się kimś uniwersalnym. Przemieszczając się z punktu A do punktu B lub zatrzymując się pomiędzy nimi, każdy z nas w jakiś sposób mapuje swój własny los.

Nie zdradzam, dokąd zmierzają moi bohaterowie ani na co czekają, bo sam tego nie wiem. Zostawiam ich i Was z pytaniem o samą naturę tej drogi. Czy jej cel w ogóle istnieje, czy rodzi się dopiero w trakcie chodzenia i w momentach zatrzymania? Wybierając do tych przedstawień zarówno malarską plamę, jak i precyzję graficznej kreski, chciałem stworzyć przestrzeń do refleksji. Drang Oder Gang to dla mnie bardzo osobisty zapis obserwacji ludzi, którzy bez zbędnego patosu po prostu są, idą, trwają i samym swoim istnieniem próbują oswoić nieznane terytorium codzienności.